Coaching w Polsce, a minimalizm zakodowany w DNA i kulturze?

 „Słowianie żyli nadzwyczaj skromnie, ich kobiety nie nosiły drogiej biżuterii, a mężczyźni nie zdobili nawet rękojeści mieczy. W ziemiankach nie przechowywali skarbów ani pieniędzy, nie znali koła garncarskiego. Garnek ulepiony w rękach służył przecież równie dobrze, a że był brzydki? Tym się nie martwili. Życie wiodą twarde i na najniższej stopie, jak Messageci (Hunowie) i brudem są okryci stale, jak i oni – pisał Prokop z Cezarei. Wytworzyli styl życia tak skrajnie nieatrakcyjny, że niezauważalny dla historyków, nieuchwytny dla wrogów. Nie pisało się o nich, bo nie było tematu do pisania, nie napadano na nich, bo nie mieli niczego do grabienia. Gdy inne ludy koronowały władców, składały daniny, rozwijały kontakty handlowe i ośrodki wyspecjalizowanego przemysłu, takie jak np. huty w Górach Świętokrzyskich, Słowianie siali tylko tyle prosa, ile potrzeba było by przetrwać zimę, a ich świnie chodziły dziko po lasach. Nie mieli państwa, a małe, samowystarczalne wspólnoty oparte na więzach krwi czyniły ich wolnymi i równymi. Jednocześnie to minimum egzystencji idealnie pasowało do ciężkich czasów, w jakich żyli. Wczesna kultura słowiańska jest bardzo egalitarna, wszystkich zrównuje do tego samego, niskiego poziomu. Odkopując pozostałości z ery „przedsłowiańskiej”, czyli germańskie, odkrywa się zarówno domy i groby elit, jak i pospólstwa. U Słowian wygląda to tak, jakby żyła tam tylko biedota. Kobiety okolicznych plemion noszą srebro i złoto, ubierają się w kosztowne tkaniny, tymczasem u Słowian – jak w zakonie.

Można by pokusić się o stwierdzenie, że nasi przodkowie wprowadzili pewnego rodzaju modę na biedę. Po co narażać życie, nosząc cenną broszę albo pijąc wino z wytwornego pucharu? Czy nie lepiej przewiązać się sznurem konopnym, napić miodu w lesie i żyć? Podatki? Są tacy, którzy wybierają nawet więzienie, żeby ich uniknąć. Brak państwa to zero wydatków na haracz! A co dopiero wolność, i do tego równość!  Dlatego proste i oszczędne życie dawnych Słowian tylko pozornie było życiem nędznym. Dawało poczucie bezpieczeństwa i stabilności cenniejsze niż luksusy. Ziemianka nie była może szczytem marzeń o domu, ale była ciepła. Tak jak i bania, gdzie można się było tanim kosztem rozgrzać. Nie mają oni [Słowianie] łaźni, lecz posługują się domkami z drzewa. Zatykają szpary w nich czymś, co bywa na ich drzewach, podobnym do wodorostów, a co oni nazywają: mech… Budują piec z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się piec rozgrzeje, zatykają owe okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Wodę tę leją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary. Każdy z nich ma wiecheć z trawy, którym porusza powietrze i przyciąga je ku sobie. Wówczas otwierają im się pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał… Żaden strup ani świerzb na nich nie zostaje. Domek ten nazywają oni: al-istba […] – pisał arabski historyk. Prostota dawała gwarancje przetrwania. Ludy takie jak Sarmaci, Waregowie, Trakowie, Wenedowie – hołdujące bogactwu i luksusom – zniknęły z historii…

Kto z nas nie cierpi co roku na niestrawność po wigilijnej wieczerzy? Obżarstwo jest przecież jednym z grzechów głównych, ale i echem pogańskiej uczty obrzędowej. Nie ucztuje tylko ten, komu stawia się pusty talerz. Wędrowiec? Jaki tam wędrowiec, dodatkowe nakrycie na wigilijnym stole czeka na tych, którzy kiedyś siedzieli tu z nami – na zmarłych. A przedziwna wigilijna tradycja jedzenia grzybów w środku zimy? Być może to dalekie echo halucynogennych biesiad podczas głównych świąt religijnych i świąt przejścia. Może baśnie o krasnoludkach i olbrzymach to wpływ grzybów właśnie, powodujących makroi mikropsję. Może nawet odwaga i wściekłość z jaką rzucali się do boju Słowianie i ich awarscy przywódcy, wywołana była grzybami, tym razem muchomorami? Halucynogennymi dodatkami, takimi jak zawierające skopolaminę, hioscyaminę i atropinę wyciągi z lulka czy bielunia, powszechnie wzbogacano przecież piwo, a samo słowo biesiada najpewniej wzięło się od zażywania biesu – narkotyku dającego profetyczne wizje i ekstazę. Czasem aż trudno uwierzyć, co naprawdę kryje się za z pozoru niewinnymi podaniami. Każde dziecko wie, że bociany przynoszą dzieci. Ale dlaczego właściwie bociany? Otóż – jak się okazuje – ma to związek z kwiatem paproci, a właściwie z jego w noc świętojańską (zwaną drzewiej Kupalnocką) szukaniem, które to słowo po czesku oznacza, mówiąc oględnie, uprawianie sekksu. Kwiatu jak wiadomo należy szukać nocą, w lesie. Bezwstydne, lubieżne przyśpiewki i ruchy, klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia – tak obrzędy słowiańskiej Kupalnocki opisywał Długosz, wprawdzie 500 lat po wprowadzeniu chrześcijaństwa, ale ciągle dziwnie żywo i nad wyraz plastycznie. Zamiana przez Kościół Kupalnocki w noc świętojańską na nic się zdała. Ten jeden jedyny raz w roku można było robić właściwie wszystko, łącznie z kazirodztwem. Seksualne zachowania miały zachęcić Matkę Ziemię do wydawania plonów, a plony Kupalnocki pojawiały się właśnie wtedy, gdy następnego roku przylatywały pierwsze bociany. Wiosna to czas budzenia się do życia, rozbuchanej witalności, a Wielkanoc – wyznaczana według księżycowej pełni – jest też czczeniem samej wiosny. Jak inaczej rozumieć święcenie symboli płodności, życia i pokarmów? Czy nie jest to nawiązanie do pogaństwa? Czy woda święcona nie ma przypadkiem nic wspólnego z demonami wody? A świece na Matki Bożej Gromnicznej, czy nie mają nic wspólnego z bogiem ognia Perunem?”

W związku z powyższym fragmentem powstaje pytanie o coaching w Polsce, czy techniki i rozwiązane wypróbowane w UK, USA sprawdzą się na tak specyficznym społeczeństwie?

W moim odczuciu na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Często czuję porównując coaching jaki widziałem na sesjach video z USA do polskiego, że w kulturze zachodniej ludzie są o wiele bardziej zorientowani na cel, częściej też wiedzą co chcą osiągnąć, czy jak chcą się poczuć, a chyba najważniejsze o wiele bardziej chcą działać i odnieść sukces. W Polsce czuć o wiele większe zniechęcenie, marudzenie, czy brak działania. Wielu polskich klientów jest przyzwyczajonych do bierności, czy otrzymywania poleceń, a wręcz oczekują rad i mentoringu, czy ciągnięcia za „uszy”. Oczywiście nie można mówić tutaj o całym społeczeństwie, natomiast odczuwam gdzieś tło kulturowe które wywiera silną presję na to kim jesteśmy i kim chcemy stać się. Podczas sesji z klientami wyczuwam często polski minimalizm, wpojony przez otoczenie i środowisko np. by nie wychylać się, by nie chwalić się, by nie mówić w czym się jest najlepszym, taka pozorna skromność, niechęć do działania, czy podejmowania ambitniejszych celów, niska samoocena, widzenie w czarnych barwach…

Nasza kultura zderza się z kulturą zachodnią, konsumpcji, kredytów, posiadania, rywalizacji, a my gdzieś podświadomie potrzebujemy innych rozwiązań bardziej skromnych i minimalnych. To zderzenie kulturowe, wychowawcze, genetyczne powoduje brak akceptacji tego kim jesteśmy. Polscy klienci są o wiele bardziej rozdarci wewnętrznie odnośnie tym kim są, a kim by chcieli się stać. Ponadto czuć też o wiele większą nieufność którą może tylko przełamać dobra sesja.

Możliwe, że kulturowo w Polsce powinna istnieć przysłowiowa trzecia droga, gdzie klient najpierw zbada podstawy swojego działania, uwarunkowań, a dopiero później zajmie się teraźniejszością, przyszłością i działaniem optymalnym. Być może my jako Polacy nie musimy robić więcej, lepiej, ambitniej a jedynie potrzebujemy zatrzymać się i delektować prostotą każdego dnia. Tylko czy już nie jest za późno na delektowanie się wschodem słońca?

zródło: http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/skad-sie-wzieli-slowianie/

O mnie Pawel Wroński

z wykształcenia ekonomista. Jego fascynacja rozwojem osobistym doprowadziła do tego, że uzyskał Certyfikat Coacha Biznesu oraz Międzynarodowy Certyfikat ACC w International Coach Federation. Nigdy nie osiada na laurach więc obecnie zgłębia tajniki języków programistycznych. Jest osobą bardzo kreatywną, upartą, „zadaniową” – nie spocznie dopóki nie ukończy rozpoczętego projektu.