Coaching – zawód z przyszłością czy piramida finansowa? Ile zarabia coach?

Dzisiaj trochę z innej beczki artykuł adresowany do przyszłych coachów, osób które by chciały w przyszłości nimi zostać, lub dla osób chcących się przebranżowić. Postaram się podzielić swoimi doświadczeniami, przemyśleniami z branży coachingowej.

Kiedy zaczynałem przygodę z coaching’iem parę lat temu, nie robiłem tego dla kariery czy pieniędzy, uznałem coaching za narzędzie ciekawe i przydatne w życiu, dzięki któremu stanę się lepszym człowiekiem. Kupiłem kilka książek, przeczytałem co to model grow i tak oto pozyskałem jedną klientkę wśród znajomych. Wow zero edukacji, a ja jestem coachem. Niestety okazało się że do bycia coachem jeszcze wiele mi brakuje, mój pierwszy coaching był bardzo zły, wręcz tragiczny – na samą myśl aż mnie skręca. Zbyt chciałem rozwiązać problem klientki, zbyt mentorowałem, zbyt oceniałem. Dostałem kopa, wydawało mi się że wszystko w książkach jest napisane. Oczywiście nie był to coaching płatny, a darmowy, a moja pierwsza klientka nigdy do mnie nie wróciła. Możliwe nawet, że wkurzyła się na mnie, za co ją najmocniej przepraszam.

Zdecydowałem że zapisze się do szkoły coachów, ale wybór tej właściwej nie był prosty, ponieważ jest ich tak wiele. Są szkoły policealne, jakieś prywatne, z certyfikatami, a proponowane przez nie ceny ogromne – od 4500 do 20 000 PLN za semestr. Do tego kilka poziomów i koszt w niektórych szkołach da nam wydatek 40 000 PLN. Wow, co to za wiedza magiczna, muszę ją posiąść! Wybrałem szkołę tańszą która zrobiła promocje, bo w życiu nie wydałbym 10 000 PLN na szkolenie. Szkolenie było niezłe, podstawy, mentoring, praca z klientami, zdobywałem doświadczenie, szkoła mobilizowała mnie do zdobywania klientów, na dyplom potrzebowałem chyba 40h praktyk. Nauka, doświadczenie, klienci z biegiem czasu przeskoczyłem 100h spotkań z klientami, miałem dyplom szkoły, chciałem certyfikat, zdobyłem go. Potem uznałem, ze to za mało muszę mieć certyfikat międzynarodowy. Zajęło mi to chyba ponad rok i wreszcie go zdobyłem.

Chyba upłynęło kilka lat od nieudanego coachowania pierwszej klientki, do zdobycia dyplomu. Wow dzięki niemu można nieźle zarabiać, stawki to 250 – 350 PLN na godzinę! Jakbym zdobył wyższe poziomy to nawet chodzą i stawki 1000 PLN. Coaching nie był tutaj moim głównym źródłem utrzymania, raczej hobby, gdzie mam 1,2 klientów tygodniowo, czasem kilka tygodni przerwy. Tak sobie pomyślałem, a może sprawdzić jakie zapotrzebowanie jest na coaching w Warszawie?

Uruchomiłem stronę pozytywnycoaching.pl dodałem kampanie na google adwords i czekałem na klientów. Pierwszy klient, zadzwonił po 2 dniach. Zdziwiła mnie szybkość, myślałem że będę długo czekał. Niestety był to klient niecoachowy, musiałem odmówić spotkanie. Czas leciał, kampania wisiała.

Okazało się że reklama pokazała się około 50000 razy, z czego wejść na stronę miałem 380, a wejść na kontakt 17. Średni kontakt miesięczny to 2-3 osoby. Nie wspominając o spotkaniu. Koszt konwersji to około 7 PLN, a budżet miesięczny min. to 340 PLN by jako tako to działało.coaching

W sumie 7 PLN konwersji to nie tak źle, z tymże z reguły pierwsze spotkanie jest darmowa, bardzo wielu klientów po nim odpada. Po drugie tylko parę kontaktów miesięcznie, jak z czegoś takiego można wyżywić rodzinę?

Nie można, trzeba zwiększyć budżet, podpiąć się pod szkołę, zbudować team, zacząć robić szkolenia, oprócz coacha trzeba być trenerem , jakbyśmy chcieli profesjonalne strony, marketing, księgowość, to potrzeba dodatkowych kosztów. Do tego trzeba sprzedać siebie, być „show men-em”, a w niektórych przypadkach stworzyć organizację na pograniczu sekty.

Załóżmy że pozyskuje 2-3 klientów miesięcznie, co oznacza stanowczo za mało by pokryć koszty kampanii Googla, nie wspominając o ZUS i innych sprawach. Oczywiście z biegiem czasu pula klientów rośnie, niektórzy powracają czy polecają innym ale mija kilka dobrych lat zanim ten biznes przynosi zysk.

Paradoksalnie większość coachów zakłada szkoły trenerów, coachów, biznesu i szuka kolejnych klientów którzy zostaną coachami. Najważniejszy staje się PR, sprzedaż produktu, a nawet sprzedaż pewnego rodzaju bajki, że ty możesz być szczęśliwy, zasługujesz na sukces, życie spełnione! Zapłać mi, a ja zdradzę Ci sekret jak to osiągnąć. Można szukać szczęścia w jakieś korporacji, czy call center. Można wszystkiego po trochu. Powstaje więc pytanie czy z coachingu można wyżyć?

Odpowiem NIE, z czystego coachingu 1 do 1, z pozyskiwania samemu klientów jest ekstremalnie ciężko wyżyć. By wyżyć trzeba sprzedać swoje ideały, upiększyć się marketingowo i dostosować do rynku. Najlepiej założyć szkołę coachów i tak to się kręci. Na całe szczęście mam inną pracę ufff mogę spać spokojnie, mogę być szczery ze sobą, mogę mieć 1 klienta w tygodniu, nie muszę wciskać wzrostu sprzedaży.

To jak nadal chcesz zostać coachem?

O mnie Pawel Wroński

z wykształcenia ekonomista. Jego fascynacja rozwojem osobistym doprowadziła do tego, że uzyskał Certyfikat Coacha Biznesu oraz Międzynarodowy Certyfikat ACC w International Coach Federation. Nigdy nie osiada na laurach więc obecnie zgłębia tajniki języków programistycznych. Jest osobą bardzo kreatywną, upartą, „zadaniową” – nie spocznie dopóki nie ukończy rozpoczętego projektu.