Bezradność wyuczona, a frekwencja w referendum.

Biolog i psycholog Curt Paul Richter przeprowadzał dość ciekawe eksperymenty na zwierzętach.  Jedno z jego doświadczeń polegało na dość okrutnym badaniu szczurów:

richter_curt

Biolog umieścił szczura w dużej beczce z zimną wodą. Beczka ta miała wysokie, śliskie ścianki, szczur więc nie miał możliwości się wydostać. Curt obserwował jak długo szczur będzie walczył o życie i po jakim czasie utonie. Potraktowane w ten sposób szczury tonęły po kilkunastu minutach od wrzucenia do beczki.

Po pewnym czasie nasz biolog zmienił nieco swój okrutny eksperyment. Nadal wrzucał biedne szczury do beczki, ale tym razem podsuwał im kij zaraz po umieszczeniu w wodzie. Kij stanowił potencjalny ratunek dla szczura, ponieważ gryzoń mógł się po nim wydostać i opuścić beczkę z wodą. Gdy szczęśliwcowi udało się wydostać z beczki, niestety był ponownie wrzucany do wody. Jak sądzicie co się stało z nim?

Szczur taki pływał kilkadziesiąt godzin, czyli kilkanaście razy więcej niż szczur któremu nie podstawiono patyka! [1] Okazało się że dawanie nadziei, możliwości, zwiększa wolę walki i chęć przetrwania. Zwierzęta z prób bez patyka, niemal natychmiast popadały w apatię i tonęły.

Był rok 1957 więc eksperymenty na szczurach nie budziły takiej niechęci jak obecnie, badania te przyczyniły się do kolejnych z roku 1967 – 1980 na psach[2]. Tym razem nie było już żadnego podtapiania psów, tylko klatki i prąd.

seligman

Doktor Seligman zamykał psy w klatce gdzie rażone były prądem. Niektóre psy miały dostęp do przycisku którego naciśnięcie umożliwiało przerwanie rażenia prądem, pozostałe psy miały taki przycisk ale on nie działał. Jak łatwo przewidzieć psy z pierwszej klatki szybko nauczyły się radzić sobie z przyciskiem i unikać porażenia. Natomiast psy z drugiej klatki popadały w apatię.

seligman_pozytywna_psychologia

To badanie było niewystarczające dla doktora Seligmana, postanowił stworzyć nowe klatki, w których wszystkie psy były rażone prądem, a jedyną ucieczką było przeskoczenie na drugą stronę płotu. Doktor wziął psy z pierwszego eksperymentu i umiejscowił je w nowej klatce.  Co się stało?

Psy które miały przycisk i możliwość wpływu/działania szybko przeskakiwały na drugą stronę płotu, natomiast psy które tej możliwości nie miały znów się kładły i były rażone prądem. Nie szukały rozwiązania problemu, były bierne. Co ciekawe nawet jak je na smyczy przeprowadzono na drugą stronę i pokazano że tam nic ich nie razi, po czym znów wracały do strefy pierwszej klatki psy nadal były bierne i nie skakały na drugą stronę. Stawały się coraz bardziej bierne, niechętne, w końcu przestawały jeść i zdychały.

Eksperymenty te doprowadziły Seligmana do wniosku, że poddanie jednostki oddziaływaniu przykrych bodźców i jednoczesne pozbawienie jej możliwości wpływu na tę sytuację wywołuje u niej specyficzny stan bezradności.

Tak narodziła się psychologia pozytywna, wyciągnięto dość kontrowersyjne wnioski że bezradność, bierność jest wyuczona i stanowi pierwszy element popadania w depresję. Wiąże się to z brakiem możliwości działania, a także wyciąganiem błędnym wniosków z naszych doświadczeń. Tu pojawiła się dość kontrowersyjna teza, że depresja często a nawet bardzo często nie jest powodowana przez żaden czynnik genetyczny, a raczej staje się stylem życia.

Z definicji – wyuczona bezradność to termin, który oznacza stan wyuczony, wytworzony przez narażenie na szkodliwe, nieprzyjemne sytuacje, z których nie ma możliwości ucieczki lub których nie da się uniknąć. Dotyczy najczęściej osób marginalizowanych, osób długofalowo korzystających ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej jak osoby długotrwale bezrobotne, dotknięte ubóstwem, bezdomne czy niepełnosprawne. Z drugiej strony – coraz częściej mówi się o tym, że społeczeństwa cywilizacji high tech są dotknięte tą przypadłością.[3]

Ludzie szybko uczą się bezradności, czyli poczucia, że ich osobista kontrola wzmocnień i wpływ na sytuację jest nie efektywna. W związku z tym uczą się oczekiwać obniżonej kontroli w przyszłości.

To oczekiwanie prowadzi do:

– deficytów poznawczych: człowiek przestaje rozumieć, co się w danej sytuacji dzieje, i nie potrafi przewidywać dalszego jej biegu; bardzo wydłuża się czas uczenia nawet prostych zależności „zachowanie-wzmocnienie”

– deficytów motywacyjnych: brak motywacji do działania i umiejętności angażowania się; długi czas dochodzenia do równowagi po porażce

– deficytów emocjonalnych: depresja, apatia, lęk, zmęczenie, wrogość, brak agresji, utrata nadziei

– deficytów społecznych: wycofanie z kontaktów społecznych.

No dobrze a jak to się ma do referendum i frekwencji? Do Polski?

Frekwencja na poziomie 8%, świadczy o apatii społeczeństwa, braku wiary w zmianę, niechęci do działania, wyciągnięciu błędnych wniosków z poprzednich doświadczeń. Podejście naszego społeczeństwa przypomina psy z eksperymentu, pierwszy etap był etapem wyuczonej bierności, a drugi etap mimo możliwości działania był pokazaniem stanu apatii.

vote

Jest to bardzo duży problem społeczny, który tworzy wręcz koło zamknięte. Gdzie rodzina, szkoła, praca, otoczenie, państwo tworzy tysiące przeszkód i utrudnień do efektywnego działania i życia. Do bycia wolnym i szczęśliwym. Państwo takie tworzy ludzi niepełnosprawnych psychicznie, niegotowych do zdrowego i samodzielnego życia.

Po kilkunastu latach życia w takim kraju, większość z nas popada w apatię, przecież NIC nie można zmienić, mój głos się nie liczy… Do tego mama mówi by się nie wychylać, a urzędnik odmawia nam pomocy, lub daje nam setki niekończących się dokumentów do wypełnienia. Jak to? Nie mam wpływu na swoje życie i nic nie zmienię. Pewnie znacie tą historię o lwie który przebywa lata w klatce i otworzy mu się klatkę, zwierzę nie chcę opuścić tej klatki, bo się boi. Tak samo było z tym referendum, oczywiście możemy dyskutować o logice pytań, o terminie, o wyrzuceniu pieniędzy w błoto, walce politycznej czy ciszy medialnej. Były to po prostu czynniki społeczne, gdzie „eksperci” wypowiadali się że to nie ma sensu, to nic nie zmieni. Dało to też możliwość kolejnych błędnych wniosków, po co zbierać podpisy, po co robić referendum skoro i tak nikt nie chce brać w nim udziału.

Czyżby tylko 7% społeczeństwa jeszcze było zdrowe? Okazuje się że nie, według Seligmana 30% ludzi nie podlega efektowi wyuczonej bezradności. To najprawdopodobniej Ci którzy wyjechali zagranicę za pracą. Jeśli więc ktoś oczekuje rewolucji, tego, że ludzie wyjdą na ulicę, buntu społecznego to tkwi w błędzie. Pozostaje jedynie przerwanie błędnego koła – uświadomienie sobie, że możemy działać, możemy zmieniać i żyć jako wolni ludzie. Seligman, opisał w dalszych badaniach jak odwrócić model bierności wyuczonej, ale o tym napiszę następnym razem.

[1] Curt Richter; opis w: Psychosomatic Medicine 1957
[2]  Seligman Psychologia Pozytywna, 1975
[3]https://pl.wikipedia.org/wiki/Wyuczona_bezradno%C5%9B%C4%87#cite_note-5

O mnie Pawel Wroński

z wykształcenia ekonomista. Jego fascynacja rozwojem osobistym doprowadziła do tego, że uzyskał Certyfikat Coacha Biznesu oraz Międzynarodowy Certyfikat ACC w International Coach Federation. Nigdy nie osiada na laurach więc obecnie zgłębia tajniki języków programistycznych. Jest osobą bardzo kreatywną, upartą, „zadaniową” – nie spocznie dopóki nie ukończy rozpoczętego projektu.

  • Krótko i na temat: Jeśli coś jest do zrobienia to kreatywność pozwala na wykonanie.

    • Dominika Wrońska

      Ważne, żeby nie pozwolić aby nasza kreatywność została „przyduszona” przez czynniki od nas niezależne, wtedy rzeczywiście wszystko jest możliwe 🙂 Pozdrawiamy!

  • Zdecydowanie zgadzam się z tym ze wyjazd za granice pozwala a nawet zmusza do oduczenia sie bezradności wyuczonej.

    • Dominika Wrońska

      Szkoda, że większość z tych, którzy mieli odwagę wyjechać, postanawia już nigdy nie wrócić…

  • Ludzie, którzy dorastali z tą przypadłością będą wymagać pomocy psychologa . Najlepiej jakby miała miejsce psychoterapia. Im późniejszy wiek tym gorzej się oczyścić i wystartować z czymś nowym w naszym życiu co może je zmienić na lepsze. Tylko trzeba chcieć zmiany i mieć świadomość naszego stanu psychicznego. Dobry artykuł . Pozdrawiam

    • Dominika Wrońska

      Masz rację, zmiana takiej postawy jest trudnym i długotrwałym procesem, wymagającym pomocy specjalisty. Warto mieć wtedy wsparcie bliskiej osoby, która zaszczepi w nas chęć do zmiany bo samemu ciężko opuścić własną strefę komfortu. Dziękujemy za Twój komentarz i pozdrawiamy! 🙂

  • Ciekawa historia. Mimo swej okrutności eksperymenty pana Richtera wniosły wiele ciekawych spostrzeżeń.

    • Dominika Wrońska

      Cieszę się, że podoba Ci się ta historia 🙂 prawda jest taka, że znaczna część kluczowych dla dzisiejszej psychologii eksperymentów jest dość kontrowersyjna 😉

  • Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem – chyba minęłam się z powołaniem, bo takie tematy, eksperymenty zawsze strasznie mnie interesują 🙂

    Sama od jakiegoś czasu staram się wychodzić ze swojej strefy komfortu, rzucać siebie samą na głęboką wodę, podejmować jakieś działania, co do których mam wątpliwości, czy sobie poradzę. W dzieciństwie byłam zbyt ambitna, później przerodziło się to w jakiś taki rodzaj apatii – skoro nie byłam w stanie sprostać swoim wymaganiom, to po co podejmować jakiekolwiek działania. U mnie zawsze był albo szczyt, albo dno – nigdy nic pośrodku 😉 Jakiś czas temu to sobie uświadomiłam i teraz staram się przekraczać swoje granice, nie zamykać się w domu itd. I czuję się z tym naprawdę świetnie 🙂

    Co do referendum, to jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy – pytania były totalnie źle sformułowane. I to był jedyny powód mojej absencji 🙂

    • Dominika Wrońska

      Cieszę się, że artykuł Ci się spodobał 🙂
      Myślę, że to o czym piszesz to perfekcjonizm – cecha, która charakteryzuje wielu ambitnych ludzi i niestety bardzo często utrudnia im życie, ponieważ uniemożliwia zadowolenie z optymalnej sytuacji. Jest tylko tak jak napisałaś szczyt albo dno – żadnych półśrodków. Fajnie, że testujesz swoje granice, to świetny sposób na to, żeby się rozwijać i każdego dnia uczyć się o sobie czegoś nowego 🙂
      I zgadzam się z tym, że pytania były beznadziejnie sformułowane 🙂

      Pozdrawiam!