Trójstronność coachingu = dwóch na jednego to.. ?

trojstronny_coaching33

Jednym z najpopularniejszych w Polsce coachingów, jest coaching trójstronny składający się z  pracodawcy, coacha i pracownika. W idealnej sytuacji, mamy pracodawcę opłacającego i nakierowującego temat, oraz pracownika który chce być coachowany. Pracodawca pokrywa koszty coachingu, przy czym zyskuje „lepszego/efektywniejszego” pracownika.  Coach staje się pewnego rodzaju pośrednikiem wspierającym coachowanego w wyznaczonym temacie i kierunku.

Sprawdźmy  jak to wygląda w rzeczywistości?

Niestety w prawdziwym życiu, nie jest tak łatwo. Po pierwsze bardzo wielu pracowników nie chce się rozwijać, zmieniać, nie ma na to czasu lub motywacji. W wielu przypadkach źle zakomunikowany coaching, staje się wręcz karą i napiętnowaniem. Pracownik pyta – „Co ze mną nie tak?”; „Po co mi to?”

Często w firmie istnieją złe struktury, złe zarządzanie. Powodujące, że coaching nie ma żadnej skuteczności bo pracownik i „tak nie może nic zmienić” wręcz jest zmuszony przez pracodawcę do uśmiechania się do złej gry.

Coach natomiast traci swoją neutralność, poprzez odgórne narzucenie tematu i kierunku coachingu, a także poprzez chęć zysku w końcu „Płacą mi za godziny”. W związku z tym na wielu cochowanych pracowników pojawia się presja dwustronna jedna od pracodawcy, a druga od coach że ma być coachowany.

Pracownik krzyczy: „Mamy zły system motywacyjny, mamy za mało pracowników, tniemy za dużo kosztów, a wy wydajecie 600 zł na godzinę coachingu. Ludzie szukacie rozwiązania nie w tym miejscu co trzeba!” Coach pyta a co możesz zmienić? „Nic, to trzeba cochować pracodawcę! Ile razy mam rzucać grochem o ścianę”. Tak zaczyna się ping pong w którym bardzo często coach stawia pod murem coachowanego. „słuchaj możemy zakończyć sesję, pójdę do szefa firmy i powiem że nie  chcesz być coachowany, albo możemy efektywnie spędzić czas i popracować nad tymi zagadnieniami i co z nimi możesz zrobić”

Pracownik w tym momencie tłumi emocje, myśli: pal licho, on pójdzie do szefa, będzie to wyglądało tak tak jakby to ze mną był problem, że nie chcę się zmienić. Dobrze, spędzę z nim parę sesji, porozmawiam, wyznaczę cel, działanie, a i tak wszystko pozostanie bez zmian. Powiem mu to co chce usłyszeć.

Oczywiście opisana sytuacja jest bardzo uproszczona i hipotetyczna. Pokazuje jednak problem w którym coaching trójstronny traci całkowicie swoją neutralność, a także skuteczność. W której pracownik, coach, pracodawca odgrywają pewne role i nic lub bardzo mało się zmienia.

Fajnie coachingować w firmie gdzie jest wysoka kultura i świadomość, a także możliwość zmian. Fajnie coachingować pracowników chętnych do zmian i zmotywowanych. Niestety w moim odczuciu niefajnie zmuszać do coachingu, czy brać się za niego w sytuacji gdy jego efektywność raczej będzie nikła.

W takim wypadku coach powinien albo wrócić do trójstronności i definicji kierunku, albo wycofania się, lub z racji doświadczenia pełnić rolę mediatora/audytora/mentora pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Natomiast w tym wypadku kim u diabła jest coach by pokazywać co nie działa w firmie funkcjonującej na rynku od 10 lat. No i także czy z tego się wyżywi? Po czyjej stronie powinien stanąć? W idealnym świecie….

O mnie Pawel Wroński

z wykształcenia ekonomista. Jego fascynacja rozwojem osobistym doprowadziła do tego, że uzyskał Certyfikat Coacha Biznesu oraz Międzynarodowy Certyfikat ACC w International Coach Federation. Nigdy nie osiada na laurach więc obecnie zgłębia tajniki języków programistycznych. Jest osobą bardzo kreatywną, upartą, „zadaniową” – nie spocznie dopóki nie ukończy rozpoczętego projektu.